Diagnoza i co dalej.

Gdy psychiatra oznajmił diagnozę,szczerze mówiąc poczułem ulgę.
Poza tym domyślałem się wcześniej, że mogę być chadowcem.
Dostałem leki, które bardzo szybko zaczęły działać.
Poczułem się wreszcie bezpiecznie.

W trakcie wizyty miałem oczywiście kilka wątpliwości:
- na ile branie leków zmieni mój styl życia
- co z alkoholem
- czy w pracy szef powinien wiedzieć

Reżim lekowy nie jest zbyt ciężki dla mnie, chociaż z początku musiałem się bardzo pilnować
z systematycznością brania ponieważ nigdy przez dłuższy czas nie leczyłem się na żadne dolegliwości.
Mój doktorek zaordynował mi :
Venlactine 75mg – 3 tabletki dziennie
Valprolek 300 – 2 tabletki na noc.

Po jakichś dwóch tygodniach leki zaczęły działać. Początkowo miałem pewne skutki uboczne- zmniejszyło mi się łaknienie i godzinach popołudniowych miewałem stany lekkiego otumanienia. Jednak te niedogodności szybko minęły.
Po jakimś roku brałem już tylko 2 tabletki valproleku na noc.

Co do alkoholu.Piję sporadycznie. Większych problemów nie zauważyłem. Generalnie jest to kwestia indywidualna.
Alkohol jest substancją psychoaktywną i z różnymi lekami i reżimami ich brania może być różnie. Trzeba z głową i w razie problemów szybka konsultacja z psychodoktorem.

Zależy od pracy, ale w moim środowisku nie było to wskazane.Ludzie niestety są tylko ludzcy jak mawiał klasyk.
Interesował mnie problem jakich zawodów nie powinno się wykonywać. I znowu nie ma reguły.

Generalnie trzeba się starać coby tryb życia był w miarę regularny. Praca nocna raczej średnio wskazana.
Akurat wtedy pracowałem na zmiany jako agent celny. I co ciekawe przed diagnozą w stanie silnej depresji ciągnąłem tak przez rok. Był to niepotrzebny nikomu koszmar. Najbardziej ucierpiała rodzina. W pracy nikt niczego nie zauważył, ale w domu żyłem tylko pracą. Nie było dnia abym z ochotą chciał do niej iść.
Na szczęście leki zaczęły działać i praca zaczęła mnie cieszyć, z tym że zmieniłem firmę i pracowałem tylko w dzień:-)
Obecnie w ogóle zmieniłem branżę, gdzie jestem sobie sterem i okrętem.
Tu uwaga; mogę tak: bo mam cierpliwą żonę i co ważne mającą pewny etat. Dlatego moje, nie zawsze regularne dochody są do zaakceptowania.
Może kiedyś będzie tak, że świadomość pracodawców będzie większa i różnorakie problemy psychiczne będą brane pod uwagę. Kochani na dobrą sprawę czym choroba psychiczna( poza obecnym społecznym odium wynikającym z niedostatecznego uświadomienia szerokich mas ludu pracującego) różni się dla pracodawcy od somatycznej?

Wierzę, że to sprawa niedalekiej przyszłości.Po prostu za dużo ludzi zaczyna miewać problemy psychiczne, żeby nie zaczęło to przynosić pozytywnych zmian w świadomości pracodawców.

Dlaczego założyłem bloga o CHAD.

Witam wszystkich zmagających się z wahaniami nastroju.

Dopiero diagnoza trzy lata temu uświadomiła mi dlaczego czasami wszystko szło w moim życiu
jak po grudzie. Mimo zachęcających początków.
Początkowo zdarzały się krótkie okresy depresji. Jednak szybko mijały.
Po nich wracał entuzjazm. Wtedy myślałem, że miewam czasami tylko gorsze okresy jak każdy.
Pierwsze trzy lata studiów zapowiadały się świetnie.
Niestety potem zaczęło być gorzej. Dziekanka, nastepnie nieudana próba powrotu.

Cóż, pomyślałem zdarza się. Trzeba iść do pracy, a intelektualne plany zawiesić.
Początki znowu zachęcające, świat reklamy, mediów. Byłem super kreatywny itd.
Jednak bardzo krótko.Wybierałem prace mniej ambitne, ale spokojne.
Jakoś szło.Oczywiście do czasu. Kilka głupich ruchów i skończył się długoletni związek.
Żeby się jakoś odbudować wróciłem w rodzinne strony.
I to był strzał w dziesiątkę.
Wróciło poczucie bezpieczeństwa.
Nowy udany związek, mądra żona i wspaniały syn.

To dzięki żonie udałem się do psychiatry, który zdiagnozował CHAD typ II (dawniej zwany psychozą maniakalno-depresyjną).

Od trzech lat biorę leki i wreszcie zaczęło być w miarę stabilnie.

Właśnie leki i pomoc rodziny to SPRAWA KLUCZOWA, jeśli chce się opanować chorobę.

O tym panowaniu nad kaprysami nastroju chcę pisać.